Wyższa szkoła gotowania, czyli śniadanie pod wiszącą skałą

przez Aneta Żukowska | Opublikowano 26 września 2013 12:51

Wszyscy staramy się wydobyć jak najwięcej z chwil spędzonych w outdoorze. Szybko dostać się „tu”, potem przejść „tam”, zobaczyć i doświadczyć więcej lub po prostu intensywniej. Być szybkim, znaczy móc dokonać więcej w mniejszej jednostce czasu – a tego ostatniego mamy coraz mniej. Szybkość to efektywność i wydajność; inwestujemy w lekki sprzęt, dobieramy wyposażenie w zależności od celów i warunków. Ale czy planujemy wszystko?

Małe drobiazgi, takie jak taktyka spożywania posiłków, czy ogólne strategie żywieniowe, nie raz lądują na końcu listy priorytetów; często ograniczając naszą efektywność i marnując przewagi wypracowane przez dobór sprzętu, czy staranne planowanie w innych obszarach.

tatry1

Chciałem napisać kilka słów o prostym (banalnym?) sposobie na dobry początek dnia w plenerze. Pożywne śniadanie, lekkie i kompaktowe dla potrzeb transportu, szybkie i łatwe w przygotowaniu. Pozwala nam na posiłek nawet wtedy, gdy kuchnia schroniska jeszcze długo pozostanie zamknięta, nie mówiąc już o biwaku na trasie.

Śniadanie to podstawa!

Na początek gwoli lekko teoretycznego wstępu – śniadanie jest kluczowym posiłkiem dnia. Szczególnie, kiedy dzień poprzedni obfitował w intensywny wysiłek. Chodzenie po górach angażuje wszystkie parte mięśni; częste zejścia zmuszają mięśnie nóg do pracy ekscentrycznej. Szczególnie w sytuacji marszu z obciążeniem (plecakiem), mięśnie wystawione są na działanie sił rozciągających podczas skurczu – dochodzi przy tym do mikrourazów. To właśnie to, co nazywamy zakwasami, a co fachowo nazywa się syndromem opóźnionego bólu mięśniowego.

Podczas marszu w górskim terenie to właśnie mięśnie ud są najbardziej narażone na tą dolegliwość – choć oczywiście długotrwały wysiłek eksploatuje wszystkie mięśnie zaangażowane w wykonanie pracy. Jak zaradzić zmęczeniu? Cóż, mięśnie muszą się zregenerować – niestety mają na to tylko noc, bo następnego dnia idziemy dalej. W tej sytuacji kluczowy jest dobór posiłków, które przyśpieszą regenerację.

Sprawa kolacji jest również ważna, ale zacznijmy od śniadania. Po wysiłku nasila się ilość procesów rozkładu, które, jeśli nie są zahamowane odpowiednią podażą białek, dodatkowo nasilą się przez noc, kiedy to organizm naturalnie znajduje się w stanie tzw. katabolizmu; wstajemy obolali i mamy poczucie spadku energii, bolą nas mięśnie i nie mamy ochoty kontynuować wycieczki. Brzmi znajomo? Dla mnie niestety tak.

Dlatego istotne jest śniadanie i jego profil odżywczy. Powinno zawierać odpowiednio dużo białek odpowiedniej jakości aby zahamować katabolizm i zainicjować przemiany anaboliczne, pozwalające na odbudowę tkanek. Ponadto, powinno dostarczyć energii dla tych procesów, a także dla pracy mięśni w pierwszej połowie dnia. Powinno także uzupełniać niedobory mikroelementów.

Tatry3

Oczywiście musimy to śniadanie nieść na plecach – powinno być więc lekkie i pakowne, a do tego oczywiście smaczne.

W tym momencie, nawet jeśli śniadanie nie wydawało się nigdy sprawą szczególnie ważną i skomplikowaną – zaczyna jawić się jako wyzwanie. Proponuję następujące rozwiązanie.

Strony: 1 | 2 | 3

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn