Relacja Agnieszki i Mateusza z Canning Stock Route w Australii – To nie koniec świata

przez Aneta Żukowska | Opublikowano 13 września 2013 11:22

Czasem o powodzeniu lub niepowodzeniu wyprawy decyduje szczegół, drobiazg, coś, na co w normalnych warunkach nawet nie zwrócilibyśmy uwagi. Czy pamiętacie żeby kiedyś 4 dni mżawki napełniły was rozpaczą i zmusiły do kompletnej zmiany planów? Nam się to zdarzyło na pustyni, przy studni 46 Canning Stock Route. Ten deszcz to była dla nas klęska żywiołowa. Oznaczał jedno – koniec wyprawy, konieczność wycofania się, porażkę. Deszcze o tej porze roku to zdarzenie niezwykle rzadkie, ale czy to w jakiś sposób zmieniało naszą sytuację?

Rozmoczone tereny nie nadawały się do przejechania, a nasze zapasy nie pozwalały nam czekać na ich przesuszenie. To dla nas duża lekcja pokory. Długi czas spędzony w Ameryce Południowej w skrajnie trudnych warunkach dał nam złudzenie, że żaden cel rowerowy nie jest dla nas niedostępny. Tymczasem granica pomiędzy porażką i sukcesem jest nieraz niezwykle cienka. I nie zawsze od nas zależna.

IMG_6742

Porażka, w każdym razie nawet ta najbardziej spektakularna, jest dużo mniej medialna niż sukces. W zasadzie to eufemizm. Porażka jest tematem niewygodnym, jest przyznaniem się do słabości. Po prostu tabu. Tymczasem niepowodzeń nie ma tylko wtedy, gdy nie podejmuje się ryzyka. Dlatego nie traktujemy tego jak końca świata, tylko jak kolejne doświadczenie, z którego wyciągniemy wnioski na przyszłość. I będziemy planować kolejne wyprawy. Tymczasem chcemy podzielić się z wami wrażeniami z naszego pobytu na CSR i w Australii, które przecież pomimo niezrealizowania głównego celu przyniosło nam mnóstwo nowych wrażeń.

IMG_6760

IMG_6871

Przede wszystkim chcemy podziękować wszystkim, bez których ta ciężka wyprawa w ogóle by się nie odbyła:

  • Wam wszystkim za wsparcie, smsy wysyłane na trasę, motywację i za to, że jesteście. Czytacie, oglądacie, komentujecie i marudzicie
  • Rodzinom – za wszystko. Za to, że ZAWSZE jest z nami
  • Ojcu Tomaszowi z polskiej parafii w Perth, za opiekę, pomoc i wszystkie wieczory z Komisarzem A.
  • Całej Polonii w Perth za miłe przyjęcie i zainteresowanie. Wspólną siatkówkę i spotkania
  • Johnowi – rangersowi z Billiluna za biwak i ciekawe rozmowy
  • Richardowi za zabranie nas – aborygenów w ciekawą podróż, wsparcie i optymizm
  • Malowi za zabranie nas w 2000km podróży pociągiem drogowym!
  • Monique za galerii sztuki FORM za ciekawe rozmowy o artystycznym projekcie związanym z CSR
  • Całej drużynie POLARTEC za grant, ciuchy, motywację, wiarę, zaufanie i australijskie podejście: „no worries!”
  • Grześkowi i Szymonowi Gontarzom z rodziną za wspaniałe przyjęcie w Warszawie, telefon satelitarny i wszystkie kable – długo by dziękować!
  • Robertowi Maciągowi za karty pamięci
  • Piotrkowi Milaniakowi za cenną wiedzę
  • Pani z Emirates za przymknięcie oka na nadbagaż
  • Andrzejowi z forum garniak.pl za bezinteresowną pomoc z mapami
  • Jakubowi Postrzygaczowi za inspirację, wskazówki, mapy, słowa otuchy i motywację
  • Wężowi imieniem BEWARE za towarzystwo przy przeklętej czterdziestej szóstej studni
  • Pip from Sea to Summit – thanks for the best freeze dried food in the world and Chupa Chups lollipop (caramel)
  • Anna from Rab UK – thanks for best quality, very warm sleeping bags
  • Maćkowi z Velove za pomoc w stworzeniu najdzielniejszych rowerów świata
  • Panu Markowi z Suunto za niezawodny element każdej wyprawy – zegarek Core
  • Panu Pawłowi z Pakera za kilkuletnią współpracę i produkty MSR
  • Panu Pawłowi z Militaria.pl za niezbędny (jak pokazało doświadczenie) multitool Leathermanna
  • Panu Tomaszowi z Bikemana za Ortlieby – najlepsze sakwy na rynku
  • Panu Wojciechowi z Vantoro za wszystko znoszącą skrzynię Peli
  • Panu Jakubowi z HBMM za panele solarne Bruntona
  • Pani Laurze z Lyo Food za logistykę i uporczywe próby przepchnięcia bigosu do Australii
  • Panu Jakubowi z Garmin Polska za niezawodną nawigację
  • Panu Radosławowi z Extrawheela za prototypową przyczepę, bez której nie wyobrażamy sobie ruszenia na CSR, a która przejechała ten szlak nawet bez nas!
  • Panu Krzysztofowi z Freeway za kamerę GoPro

Zastanawialiśmy się jak zrelacjonować przebieg wyprawy. Wybraliśmy dziennik, bo choć prosty w swojej formie w najlepszy sposób odda stan naszego ducha, myśli i podejmowane decyzje na Canning Stock Route. Poniższe zapiski sporządził Mateusz, zostały przepisane niemal bez zmian – stąd nieco toporny do czytania styl, czasem niedokończona myśl. Uznaliśmy, że tak będzie najlepiej.

IMG_6890

18.06 Wtorek, słonecznie

„Jeśli nie masz pieniędzy to po co przyjeżdżasz do Broome?” tak przywitała nas pani z obsługi lotniska w tym niewielkim miasteczku. Zgoła inny okazał się ochroniarz lotniska – przymknął oko na naszą obecność a potem jeszcze przyniósł nam kanapki z polskim „smacznego”. Australijczycy robią wrażenie ludzi bardzo karnych i funkcjonujących wedle odgórnie zatwierdzonych reguł postępowania. Już zaczynam tęsknić za latynoskim polotem i fantazją. Tam – w Ameryce Południowej niewiele rzeczy jest niemożliwymi do zrobienia. A nawet jeśli już takie są, to na pewno można to obejść. Jakoś. W Australii jakoś oznacza „za pieniądze”.

IMG_6901

Strony: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn