(Marszo)biegiem przez Alpy – relacja z CCC 2013

przez Aneta Żukowska | Opublikowano 11 września 2013 10:22

Prawie dwa tysiące biegaczy niecierpliwie przebierających nogami. Tłok, ścisk i gwar. Stukot kijków i szuranie butów. Poważne, skupione twarze. Ostatnie pożegnania z żonami i mężami, całusy od dzieci, poklepywania od rodzin i przyjaciół. Ogolone łydki i kanciaste uda. Kolana oklejone plastrami i bandażami przed zabójczo stromymi zbiegami. Buty, plecaki i odzież warta dobrych kilka milionów złotych. Podniosła muzyka jak na filmie o rycerzach idących na decydującą walkę z nadciągającą armią wroga. W końcu, po dwóch latach czekania! Trzy. Dwa. Jeden. Allez! 

To ciekawe, ale nigdy wcześniej nie byłem w Alpach. Ciekawe w tym sensie, że jako miłośnik turystyki górskiej z dziada-pradziada (albo chociaż z dziadka, matki i ojca) od dziecka miałem zakodowane, że są to góry wyjątkowe, Mekka alpinizmu i turystyki. I choć wędrowałem po górach w różnych miejscach świata, to będąca „w zasięgu ręki Mekka” musiała poczekać aż do teraz.

DSC06239

Do Chamonix przyjechaliśmy w środku nocy, na kilka dni przed startem zawodów. Ulewny deszcz ustał zaraz po tym, jak skończyliśmy rozbijać namioty na campingu. Od rana pogoda zaczęła się poprawiać, a najlepsze prognozy były na koniec tygodnia, na czas biegu.

Dość dobrze wykorzystaliśmy czas – w końcu wakacje – wędrując przez kilka dni po okolicznych górach. Pod kątem zawodów, cieszyło mnie sprawdzenie ostatnich 15-20 km trasy, co na pewno pomogło mi później w czasie biegu. Z kolei jeśli chodzi o widoki, na długo zapamiętam wycieczki nad lodowiec d’Argentière czy zapierającą dech w obu piersiach panoramę z Aiguille du Midi – liczącej 3842 m n.p.m. iglicy, stojącej twarzą w twarz z Mont Blanc.

DSC06320

Już od dziesięciu lat na przełomie sierpnia i września odbywa się tutaj święto biegania, a nazywa się UTMB. Obecnie rozgrywane są aż 4 biegi na dystansie od 100-300 km, w których w sumie bierze udział ponad 6 tysięcy zawodników z całego świata. Trailowe buty, podkolanówki opinające napęczniałe łydki, obcisłe, sięgające za kolana legginsy, techniczne koszulki – taki strój dominuje u podnóży Mt Blanc zarówno na szlakach, jak i w sklepach czy restauracjach. Niezwykła jest też atmosfera. Gołym okiem widać, że również dla miejscowych jest to wyjątkowe wydarzenie, które chętnie wspierają i współtworzą – 2 tysiące wolontariuszy to głównie „lokalsi”, w sporej mierze emeryci i osoby starsze.

Ze stukilometrową trasą CCC chciałem zmierzyć się już rok temu w ramach od dawna wypatrywanego spotkania z alpejskimi krajobrazami, może też przetarcia i rozpoznania przed UTMB. Jako że nie zostałem wówczas wylosowany (chętnych jest znacznie więcej niż przewiduje limit miejsc), miałem gwarantowane prawo startu w tym roku, wystarczyło przelać na czas wpisowe.

Patrząc na profil biegu widać, że start i metę rozdziela 5 sporych wzniesień, na które najpierw trzeba się wgramolić, następnie możliwie szybko zbiec do kolejnej doliny, by po chwili rozpocząć podejście na kolejną górę. Wszystkie te podejścia i zejścia dają w sumie przewyższenie 6000 m w górę i 6000 m w dół. Jednym słowem: niemało.

Miałem taki pomysł, żeby przejść przez trening pozwalający na bieganie maratonu poniżej 3 godzin, dokładając do tego więcej akcentów siłowych i wytrzymałościowych. Miło byłoby napisać, że przed startem zrealizowałem 100% planu treningowego. Szkoda tylko, że to nieprawda. Wszystko szło w miarę ok do Biegu Rzeźnika, który był startem treningowym. Choć sam bieg był całkiem zadowalający, to nabawiłem się kontuzji mięśnia czworogłowego, która na ok. miesiąc uniemożliwiła mi bieganie.

Gdy już ozdrowiałem, przez krótki czas było dobrze, ale potem po raz kolejny okazało się, że są w życiu ważniejsze rzeczy niż przebieranie nogami i wypadło mi sporo treningów. Ostatecznie pogodziłem się z tym, że nie była to wymarzona forma na takie zawody, ale też niewiele już z tym zrobię. Przez cały czas uspakajało mnie też trochę moje doświadczenie z adventure racing, gdzie wysiłek trwał czasem nawet kilkadziesiąt godzin. Mój organizm wie, że czasem mam takie głupie pomysły, żeby długotrwale go zamęczać i jakoś sobie z tym radzi… Tutaj miało być krócej, ale bardziej monotonnie (w sensie – cały czas na nogach).

Na szczęście biegam już kilka lat, więc jakiś tam poziom wytrenowania mam, dlatego absolutnie dystans mnie nie przerażał, po prostu z upływem czasu było coraz bardziej jasne, że – jak to się mówi – jadę zbierać punkty PTTK i podziwiać widoki, bez szans na jakikolwiek sportowy wynik. Jedyne czego się obawiałem to kontuzja i to nawet nie taka, która uniemożliwi mi ukończenie biegu, ale taka, która będzie się ciągnęła przez długi czas potem.

Strony: 1 | 2 | 3

Wyświetlam 1 Comments
Dodaj swój komentarz
  1. […] przed biegiem CCC: Courmayeur-Champex-Chamonix na 100 km. Dokładna relacja do przeczytania tutaj. This entry was posted in praca by unton. Bookmark […]

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn