Rowerem przez Norwegię

przez Aneta Żukowska | Opublikowano 23 sierpnia 2013 11:09

Norwegia to jeden z najpiękniejszych krajów świata. Imponujące fiordy, bezkresne, dzikie i często niezamieszkałe tereny, nietknięta przez człowieka przyroda i wpasowane w krajobraz drewniane domki – widoki, których wręcz nie wypada mijać szybko. Dlatego też postanowiliśmy przejechać przez całą Norwegię na rowerach, choć miała to być dopiero nasza pierwsza podróż z sakwami.

Do Oslo wyjechaliśmy w połowie sierpnia – dość późno jak na skandynawskie warunki pogodowe (na ogół: deszcz, dużo deszczu), ale wcześniej się nie dało. Karol, z którym podróżowałem, był wówczas operatorem mopa (majtkiem) i dopiero co wrócił z trzymiesięcznego szorowania pokładu brazylijskiego tankowca.

Sprzęt, którym dysponowaliśmy był delikatnie rzecz ujmując „pełen kontrastów”. Na wyposażeniu mieliśmy jeden „nowy i porządny” i jeden „taki-sobie” rower (prezent od dziadka na koniec liceum); profesjonalne sakwy Crosso (przednie, tylne i worki transportowe), a z drugiej strony ponad 8-kilogramowy namiot, który był duży i wygodny, ale przeciekał przy najmniejszym deszczu. Do kompletu wieźliśmy więc ogromną folię ogrodniczą z Castoramy…

161_Trondheim

Z racji tego, że Norwegia nie należy do najtańszych miejsc, niczym prawdziwi odkrywcy jadący w nieznane, zabraliśmy ze sobą ponad 30 kg zapasów: kiełbas, serów, zupek, makaronów, konserw i słodyczy. Jak się później okazało, była to spora przesada, bo o ile mięsa są tam faktycznie drogie, to pozostałe produkty można było spokojnie znaleźć w przystępnych cenach.

Jadąc z Oslo do Trondheim do wyboru mieliśmy dwa warianty: dłuższy, ładniejszy i ciekawszy – przez Bergen i okoliczne fiordy albo krótszy, ale nie mniej wymagający, przez Lillehammer i wyjątkowe, niemal księżycowe, góry Rondane. Z racji tego, że nie mieliśmy zbyt wiele czasu do nadejścia jesieni (bardzo dużo deszczu), a Bergen to najbardziej mokre miejsce w kraju (300 deszczowych dni w roku), postawiliśmy na tę drugą opcję.

Nocleg pod Nesna

Nocleg pod Nesna

W zasadzie każdy dzień wyglądał podobnie. Wstawaliśmy około 7, jedliśmy spore śniadanie, pakowaliśmy cały dobytek na rowery, po czym z 2-3 dłuższymi przerwami i niezliczonymi krótkimi foto-stopami jechaliśmy do wieczora. Po drodze gotowaliśmy tak zwany „mały obiad” albo pochłanialiśmy 2-litrowy karton lodów, dzięki czemu mogliśmy przejeżdżać ok. 100 km każdego dnia. Skrzętnie korzystaliśmy też z norweskiego prawa pozwalającego biwakować jedną noc poza terenem zabudowanym. Rozbijaliśmy więc namiot (czasem przykrywając go folią), gotowaliśmy garnek makaronu z sosem i konserwą turystyczną, dopychaliśmy się słodkim i szliśmy spać.

710

Za Trondheim, które wywarło na nas bardzo pozytywne wrażenie, ruszyliśmy boczną drogą wzdłuż samego wybrzeża. Mijając kolejne fiordy (i koło podbiegunowe!), podziwiając zapierające dech w piersiach widoki i pokonując kilka przepraw promowych, dotarliśmy w końcu do Bodo, skąd popłynęliśmy na Lofoty.

Lofoty

Lofoty

 

Lofoty, miejscówka pod A

Lofoty, miejscówka pod A

Wprawdzie słyszeliśmy wcześniej, że to szczególnie ciekawe miejsce na mapie Norwegii, ale to co zobaczyliśmy, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Jeśli jest coś, co powinien zobaczyć tu każdy, to są to właśnie okolice miasteczka A (nie, nie ucięło mi nazwy, tak się naprawdę nazywa ta wioska: A) na południu archipelagu.

704

Strony: 1 | 2 | 3

Wyświetlam 1 Comments
Dodaj swój komentarz
  1. Igor napisał(a):

    Cześć. Zamierzam z kolegą wybrać się na podobną podróż po Norwegii na rowerach. Jak myślisz, ile mógłby wynieść miesięczny koszt takiej wyprawy? Dzięki.

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn