Pierwszy raz na trasie górskiego biegu – Rzeźniczek 2013

przez Aneta Żukowska | Opublikowano 13 czerwca 2013 14:48

Od biegu zwanego Rzeźniczek (mały Rzeźnik) minęło już trochę czasu, ale nie na tyle dużo, by nie móc powspominać. Kilka słów o tym biegu jest także ważne z tego względu, że zawody w tym roku miały dopiero swoją drugą edycję.

I jak na drugą edycję trzeba przyznać, że bieg odniósł frekwencyjny sukces. W I Rzeźniczku wystartowało 27 osób. W drugiej edycji, 1 czerwca 2013 roku, było już 140 osób na starcie. Bieg ukończyło 137 zawodników.

Medal ukończenia II Rzeźniczka (fot. Outdoor Magazyn)

Medal ukończenia II Rzeźniczka (fot. Outdoor Magazyn)

Dla mnie Rzeźniczek zaczął się obserwacją Biegu Rzeźnika, gdzie trasa jest trudna, długa, a zawodnicy doświadczeni. Obawiałam się więc, że nasze rzeźniczkowe 26 kilometry może zostać potraktowane z nieco mniejszą uwagą, a i chwalić się nie będzie za specjalnie czym z taką konkurencją :) Obawy tym bardziej uzasadnione, że był to mój pierwszy start w górskich warunkach, pierwszy raz w Bieszczadach i pierwszy raz na takim dystansie – przed biegiem maksymalny dystans jaki miałam przyjemność przebiec to 22 kilometry. Wyzwanie, przygoda i satysfakcja po ukończeniu biegu były więc gwarantowane.

Dzień przed biegiem odebrałam pakiet startowy, a w nim: numer startowy, torby na rzeczy, mapa, najnowsza płyta grupy Wiewórka na Drzewie, płyta z ćwiczeniami od Ortoreh oraz biegowa koszulka termoaktywna.

Bieg zaczął się oficjalnie o godzinie 8:00 startem honorowym w Cisnej – pobiegliśmy lekko i ochoczo kilkadziesiąt metrów do czekającej na nas Kolejki Leśnej, która miała nas zawieźć na start ostry do Balnicy. Jazda trwała około 45 minut, pomimo rozdawanych folii NRC, zdążyłam w tym czasie nieźle zmarznąć. W ostatnim wagonie kolejki atmosferę podgrzewała niezawodna Wiewiórka Na Drzewie – nie zabrakło takich szlagierów jak „Wsiąść do pociągu byle jakiego”…

Bieszczadzka Kolejka Leśna (fot. Monika Wilk)

Bieszczadzka Kolejka Leśna (fot. Monika Wilk)

Pierwszy etap zawodów, czyli kolejka (fot. Monika Wilk)

Pierwszy etap zawodów, czyli kolejka (fot. Monika Wilk)

Tu warto też zaznaczyć, że można było wziąć ze sobą cieplejsze okrycie, a na starcie w Balnicy oddać je organizatorom.

Gdy tylko kolejka się zatrzymała, było jeszcze kilka minut na przygotowanie się do startu. Wreszcie wszyscy już stawili się na umownej mecie, odczytano listę obecności i ruszyliśmy na trasę Rzeźniczka. Pogoda była właściwie komfortowa, zachmurzone niebo groziło deszczem, ale ostatecznie skończyło się tylko na strachu. Na trasie towarzyszył nam lekki wiaterek, temperatura około  20 stopni, jedynie na szczytach pojawiały się wilgotne i zimne masy powietrza.

Wcześniejsza wnikliwa analiza mapy była właściwie zbyteczna, jeśli chodzi o trasę – najpierw niebieskim szlakiem granicznym na Okrąglik (1101 m n.p.m.), a potem czerwonym szlakiem na północ zbieg do Cisnej. Wyglądało prosto.

Trasa II Rzeźniczka

Trasa II Rzeźniczka

Początek prowadził jarami pełnymi błota i wody, przez co grupa z którą wystartowałam bardziej szła niż biegła, a i ja nie chciałam popełnić błędu zbyt ostrego startu. Z perspektywy czasu już wiem, że było za wolno i właśnie na tym odcinku można było nieco bardziej poszaleć, a przede wszystkim nie bać się wody i błota – przed tym się nie ucieknie na bieszczadzkiej trasie ;)

Wkrótce potem zaczęły się długie podejścia – moje pierwsze długie podejścia. Ostrzegana przed biegiem przez bardziej doświadczonych biegaczy, że podejścia to nie podbiegi i trzeba je iść – posłusznie i rytmicznie wdrapywałam się na górę.

Gdy tylko czułam pragnienie popijałam wodę z camelbaka, a co około 5 kilometrów konsumowałam jakieś łakocie. Ten system nawadniająco-odżywiający się sprawdził – do samego końca biegu czułam się w miarę komfortowo (jak na 26 kilometrów).

Wyzwaniem okazały się długie i kręte zbiegi (moje pierwsze długie zbiegi), co do których wiedziałam z teorii, że trzeba je pokonywać szybko, ale nie wiedziałam przy jakiej prędkości zacznę tracić kontrolę nad techniką biegu, co mogłoby przełożyć się na skręcenie kostki, czy upadek. To był właśnie ten moment, podczas którego musiałam się tego nauczyć. Udało się bez kontuzji, z kilkoma zachwianiami równowagi.

Strony: 1 | 2

Wyświetlam 2 komentarze
Dodaj swój komentarz
  1. […] nie miałam żadnych problemów podczas biegów po szlakach w Tatrach Wysokich, jak i podczas biegu Rzeźniczek w Bieszczadach (na dystansie 26 kilometrów). Podłoże po prostu nie było problemem. Oczywiście rozumiem, że […]

  2. […] – Rzeźniczek – bieg towarzyszący dla nieco mniejszych…rzeźników, dystans: 26 km (21 czerwca) – relacja z ubiegłorocznego Rzeźniczka znajduje się TUTAJ. […]

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn