W mitycznej krainie olbrzymów

przez Aneta Żukowska | Opublikowano 10 kwietnia 2013 10:52

Zielonoszary, chropowaty, z białymi i czarnymi naciekami. Piękny jest ten mój kamień przywieziony z górzystej Norwegii. Patrzę na niego i wspominam niemal organiczny kontakt z górami Jotunheimen, których nazwę można przetłumaczyć na Góry Olbrzymów. Według mitologii nordyckiej góry te zamieszkiwały mityczne Olbrzymy, które rządziły jednym z dziewięciu światów zwanym Utgard.

W mitycznej krainie olbrzymów (fot. Konrad Konieczny)

W mitycznej krainie olbrzymów (fot. Konrad Konieczny)

Przebywając w górach Jotunheimen faktycznie można cofnąć się w czasie lub przenieść w inną rzeczywistość: sprawia to ogromna przestrzeń, którą zajmują góry, ich monumentalność, koloryt, ostre grzbiety. Jest to najwyższy masyw północnej Europy, w którym wznosi się ponad 250 szczytów przekraczających wysokość 1900 m n.p.m.

Widok z grani Besseggen w Norwegii (fot. Konrad Konieczny)

Widok z grani Besseggen w Norwegii (fot. Konrad Konieczny)

Całe pasmo gór Jotunheimen jest obszarem parku narodowego, co nie oznacza, jak w innych górach europejskich, dokładnego oznakowania szlaków. Można tu spotkać drewniane drogowskazy przy wejściu na szlaki, potem oznakowanie jest bardzo skąpe i stanowi je najczęściej kopczyk z kamieni. Orientację w terenie, oprócz tradycyjnych metod, wspomaga wszechobecna woda – zawsze można się kierować obecnością jeziora lub fiordu po określonej stronie. W krainę tę wyruszyłam z moją koleżanką – Krystyną.

Hardangervidda

Wędrowanie po górach rozpoczęłam od północnej części Hardangervidda, największego górskiego płaskowyżu w Europie. Najwyższym szczytem w tej części jest Hallingskarvet (1930 m n.p.m.). Rejon Hardangervidda polecam zdecydowanie tym, którzy szukają ciszy i spokoju i nie chcą się specjalnie zmęczyć wysokogórską wspinaczką. Tutaj przez całe dnie można nie spotkać żywej duszy. Nikogo! Może oprócz reniferów, bo to ich największe skupisko w całej Europie.

IMG_0343

Ja wysiadłam z pociągu w Myrdal – górskiej miejscowości, która jest górną stacją słynnej, historycznej kolejki Flamsbana. Sama podróż super nowoczesną linią kolejową z Bergen do Oslo, która wiedzie przez tunele wydrążone w zboczach gór jest atrakcją samą w sobie.

Widoki zapierają dech w piersiach – strzeliste, górskie zbocza wyrastały z turkusowo-niebieskiej wody. Namiot można rozbić praktycznie wszędzie korzystając z norweskiego prawa do swobodnego kempingu, należy tylko pamiętać o zachowaniu odpowiedniego odstępu od zabudowań.

Spacer rozpoczęłam od popularnego Rallarvegen – szlaku rowerowego; mijało mnie wielu rowerzystów, w tym seniorzy i rodziny z dziećmi. Gdy widziałam jak mężczyzna zjeżdża stromo w dół mając przyczepioną do swojego roweru przyczepkę z dwójką małych dzieci to już widziałam, że jestem w kraju, w którym sport i ruch nie są tylko czczymi hasłami.

My z koleżanką nie dysponowałyśmy rowerami, za to sporą część trasy przebyłyśmy… quadem. Podwiózł nas pracujący tam Kris, Austriak, który wraz z innymi robotnikami naprawiał uszkodzoną zimą obudowę kolejową. Ten niecodzienny stop mnie ucieszył, ponieważ zaoszczędził mi czas dojścia do pierwszych szczytów pasma Hallingskarvet.

Norweska architektura nad brzegami fjordów (fot. Konrad Konieczny)

Norweska architektura nad brzegami fjordów (fot. Konrad Konieczny)

IMG_0313

Wędrówkę po nich można było rozpocząć dopiero po objechaniu sporej wielkości jeziora. Po zamienieniu kilku uprzejmości z młodymi robotnikami, którzy nie sprawiali wrażenia spieszących się do czegokolwiek, rozdzieliłyśmy się. Krystyna spokojnie powędrowała z powrotem do naszego obozowiska górską trasą rowerową, a ja, jak młoda kozica, niemal wbiegłam na pierwszy norweski szczyt.

Strony: 1 | 2 | 3 | 4

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn